niedziela, 24 listopada 2013

samookaleczanie.

ja pieprzę, nie wiedziałam, że aż do tego tutaj dojdę. że w ogóle dojdę do tego, że przyznam się do tego wielkiego błędu. teraz już wiem, że cholernie źle robiłam, tak bardzo tego żałuję, żadne słowa o tym nie opowiedzą. z resztą nie słowa tutaj mają opisać ból. nie o to w tym wszystkim chodzi. chodzi o sens, którego wszędzie brakuje, tak bardzo, że niemożliwe jest teraz być szczęśliwym. w ogóle radość, szczęście, miłość...  pojęcia względne. ból, cierpienie też. wszystko zdaję się teraz nabierać barw, chociaż sama nie wiem dokąd to zmierza. mam depresję, i nawet psycholog mi to powiedział. teraz będę się "leczyć", chcę żeby dojście do bycia w miarę normalną było właściwie bez żadnych przeszkód, ale wiadomo.. nic się bez nich nie obędzie. kiedy piszę o tym, co sobie robiłam, co robią sobie miliony, wracają do mnie wspomnienia, i mam łzy w oczach. nikt nie wie jak to jest spieprzyć sobie całe życie w niecałe 2 miesiące. no może ktoś tam wie. ale za to ja wiem jak to jest, czuć się obcym z Marsa we własnym domu, szkole, klasie. wszędzie. jedyne czego się boję, to to, że znów coś zepsuję. boję się siebie, swoich myśli, wspomnień. tych cholernych obrazów, które przechodzą po mojej głowie. na nogach, trochę na nadgarstkach. te ranki, blizny, sznyty przypominają mi o tym co było, i chyba będą przypominać do końca moich dni. wylane łzy, te wszystkie myśli, ostre przedmioty, pisanie pamiętnika, w ogóle całe wakacje, to były najgorsze wakacje świata, przynajmniej mojego. tyle osób obiecało mi, że będzie dobrze. ona obiecała. nic nie jest dobrze, nic nie jest na swoim miejscu. tak bardzo teraz mi się chce płakać. więc kończę. w razie pytań - ask 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz